wrażenia po wrednym ratowaniu

forum poświęcone analizie wypadków jako materiału szkoleniowego. Uprasza się o opisy pozbawione imion i nazwisk oraz o nie stawianie świeczek [!]
Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 484
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: iwan » śr 27 lip 2011, 16:36

to ciekawa dyskusja dotycząca nieprawidłowo wykonanych procedur. Jedna i druga procedura wykonana prawidłowo jest super. Ale i jedna i druga wykonana nieprawidłowo stanowi zagrożenie.
Osobiście po latach szkolenia metodą (obie ręce na poduszkę a potem obie na zapas) odszedłem od tego. Moment rozluźnienia uprzęży i zmiany położenia uchwytu od zapasu może się bowiem okazać krytyczny.
Niewyciągnięta poduszka zarówno w jednej i drugiej metodzie stanowi zagrożenie. Przy czym moim zdaniem łatwiej (ze względu na budowę nadgarstka) wykręcić rzepa przy metodzie jedna ręka na poduszce a druga na zapasie.
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

mariusz.hc

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: mariusz.hc » czw 28 lip 2011, 01:00

Tak zgadzam sie że jest lepiej poprostu ją wykręcić ,ale wtedy ciągnąłem bardziej do dołu i wyszło że nie dam rady no i tasmy miałem tak skręcone że prawie mnie dusiły :-? niestety pozostanę przy metodzie na obie ręce

Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 484
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: iwan » czw 28 lip 2011, 10:26

dlaczego niestety? to jak dyskusja o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy ;)
Obie metody są dobre, obie metody wymagają treningu, obie metody można spieprzyć
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

mariusz.hc

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: mariusz.hc » czw 28 lip 2011, 11:40

Nie chodzi mi o wyższośc jednej metody nad drugą poprostu uważam że w przypadku awarii tak postąpię .Iwan ,sam powiedziałes że odszedłes od tej metody ,wiec myslę że miałes powód uwążac tę metodę za mniej pewną, mniej bezpieczną itp ja uważam że też mam powód żeby zostać przy swoim zdaniu .Myslę że też jest kwestia skoczka początkującego a zaawansowanego która metoda bedzie dla kogo odpowiedniejsza to tak chyba z punktu widzenia instruktora którym ja nie jestem wiec tak tylko przypuszczam ;-)

Ines
Expert
Posty: 955
Rejestracja: pn 04 sie 2008, 11:34
Reputacja: 0

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: Ines » czw 28 lip 2011, 12:18

Pytałam już o obie metody w innym wątku i ich zastosowanie w przypadku różnych awarii, ale czytając powyższe skłaniam się do tej metody, z którą skoczek czuje się pewniej po prostu. Jeśli nie miałam ratowania a wiem, że mam mało pary w rękach to lepiej jak wybiorę opcję oburącz, większa pewność, że wyciągnę uchwyt głównej, podobnie mogą mieć leworęczni. Jeśli mam kilka ratowań za sobą to już wiem, która metoda jest dla mnie lepsza.
Takie moje subiektywne postrzeganie ;-)

Awatar użytkownika
iwan
Administrator
Posty: 4300
Rejestracja: wt 05 gru 2006, 22:24
Reputacja: 484
Cyfra: 10000
Licencja: D-USPA
Lokalizacja: ze źródła
Kontakt:

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: iwan » czw 28 lip 2011, 12:57

każda z tych metod jest OK. Ważne aby w głowie skoczka była ujęta w planie skoku i odpowiednio przetrenowana. Jak się trochę poćwiczy to wtedy można docenić zaletę wykręcania rzepa.
Nawet jesli odszedłem po przemyśleniach w stronę ręka na fuckyou ręka na rescue to w żaden sposób nie zamierzam krytykować drugiej metody
Skoki spadochronowe w słonecznej Hiszpanii - Przyjedź, odpocznij, poskacz bezpiecznie

Awatar użytkownika
mati83
Nielot
Posty: 35
Rejestracja: czw 04 sie 2016, 16:13
Reputacja: 36
Cyfra: 68
Licencja: ŚK

Re: wrażenia po wrednym ratowaniu

Post autor: mati83 » pt 12 sie 2016, 18:09

To jak się wziąłem za odgrzebywanie, to jadę dalej... ;)
22 lipca 2016, 30 skok w życiu, trzeci w tym roku, drugi tego dnia. Skok szkolny wykonywany solo. Po oddzieleniu się od samolotu na wysokości 4000m. wykonywałem zadania (obroty, salta, delta) do wysokości 2000m. Na wysokości 1500m, w ustabilizowanej płaskiej pozycji, wyrzuciłem pilocik - niestety na godzinę 5. Po odczekaniu ok. 3 sekund i braku reakcji ze strony spadochronu, obróciłem się przez prawe ramię i zobaczyłem "dyndający" pilocik. W tym samym momencie straciłem stabilną pozycję i obróciłem się na plecy, a jednocześnie paczka zaczęła wychodzić z pokrowca. Po kilku sekundach plątania się w linkach, które nota bene, były wszędzie, zobaczyłem nad głową prawidłowo wypełnioną czaszę. Po oswobodzeniu lewej nogi z linek (lewa kostka była mniej więcej na wysokości mojej głowy i owinięta linkami - nie wiedziałem, że jestem aż tak rozciągnięty ;)) sprawdziłem czaszę. Niestety najprawdopodobniej paczka przy wychodzeniu obróciła się o 360 stopni, bo przednie taśmy szły do tyłu, a tylne do przodu. Nie mogłem również sięgnąć prawej sterówki, bo była owinięta dookoła taśm. Niestety podczas tej szarpaniny linki ściągnęły mi wysokościomierz z lewej dłoni, ale oceniłem wzrokowo wysokość i uznałem, że powinienem być na wysokości ok. 1000m., może troszkę poniżej. Jako, że czasza główna była niesterowalna, wypiąłem zamki i otworzyłem spadochron zapasowy. Lądowanie, na miękkich nogach ale bez problemów na terenie lotniska.

Wnioski?
Przede wszystkim wiem, że SYTUACJE AWARYJNE NAPRAWDĘ SIĘ ZDARZAJĄ!!! To nie jest tylko czcze gadanie instruktorów na kursie i nie jest tak, że to się zdarza innym, a nie nam!
Po drugie jestem święcie przekonany, że już zawsze pilocik będę wyrzucał na godzinę drugą! Wiem już jakie to ważne... ;)

Tego dnia, z dusza na ramieniu wykonałem jeszcze dwa skoki, a w nocy, już w domu przez sen chyba ok. stu kolejnych... ;)
"Why walk when you can fly..."

ODPOWIEDZ